lip 24 2023

Rozdział 6


Komentarze: 0

Do wyjazdu został jeden dzień, kiedy po południu zadzwonił telefon Maćka. Z gabinetu wyszedł właśnie ostatni pacjent. Dzwonił Jędrzej z pytaniem czy jadąc do Przesieki Maciek mógłby zabrać ich koleżankę. Właściwie czemu nie? - pomyślał. Dorosłe towarzystwo, w dodatku całkiem obcej osoby, która nie będzie go wypytywać o nic osobistego mogło być interesujące. Zapisał numer dziewczyny, postanowił, że jak dojedzie do domu od razu do niej zadzwoni. Głos dziewczyny otulił go ciepłem. Umówili się, że następnego dnia o piętnastej Maciek po nią podjedzie. Przyznał, że nie lubi prowadzić po zmroku i jeśli jej to nie przeszkadza wyruszą jeszcze zanim zacznie się ściemniać. Kiedy się rozłączył, z uśmiechem opadł na kanapę. Dawno nie czuł takiego podekscytowania. Utwierdził się w przekonaniu, że odskocznia od codzienności bardzo mu się przyda i zaczął się pakować. Wieczorem zadzwonił do mamy zapytać czy wszystko w porządku i czy czegoś nie potrzebuje. W odpowiedzi usłyszał, żeby w końcu pomyślał o sobie, ma się dobrze bawić i najlepiej wyłączyć telefon.
Następnego dnia pojechał do gabinetu, gdzie miał umówionych kilku pacjentów. Maciek cieszył się, że ma czym zająć myśli. Nie wiedział jak określić swoje emocje. Podekscytowanie mieszało się z lekkim zdenerwowaniem. Dawno nie umawiał się na randki, a teraz miał spędzić dwie godziny w samochodzie z obcą kobietą. Potrząsnął głową, uśmiechnął się do siebie. O trzynastej zgasił światła w gabinetach, pożegnał się z panią Marysią, pełną wigoru emerytką, która dyżurując w recepcji, utrzymywała porządek i spokój wśród zdenerwowanych pacjentów, a swoim młodym szefom trochę matkowała ciesząc się, że jest jeszcze potrzebna. Pani Marysia była sąsiadką rodziców Maćka. Przed emeryturą pracowała jako pomoc stomatologiczna. Dlatego, kiedy otwierali klinikę i szukali obsady recepcji, Maciej od razu pomyślał o niej. To był strzał w dziesiątkę. Starsza pani od pierwszego dnia zyskała szacunek pozostałych pracowników kliniki. Zrosła się z tym miejscem i nawet Maciej z Tomkiem czuli przed jej spojrzeniem respekt.
Po powrocie do mieszkania Maciek zaparzył sobie kawę. Potem zniósł deskę i torbę do auta. Wrócił na górę, wziął prysznic. Przez chwilę zastanawiał się co powinien założyć. Najchętniej pojechałby w dresach, ale to nie był dobry wybór. Zwłaszcza, że miał jechać z obcą kobietą. Gdyby współpasażerem miał być mężczyzna pewnie nie zastanawiałby się tak bardzo nad doborem stroju. Nie liczył, że z tej nowej znajomości coś wyniknie, ale chciał zrobić dobre wrażenie. W końcu wybrał jeansy i luźny, zimowy sweter. Chwycił okulary przeciwsłoneczne, założył je na głowę. Był gotowy. Zamknął drzwi mieszkania, wsiadł do auta. Wpisał adres Magdy w nawigacji. Napisał jej krótkiego esemesa, że powinien być za kwadrans. Ruszył. Im bardziej zbliżał się do blokowiska, na którym mieszkała dziewczyna, czuł większy skurcz w dole brzucha.
Stary, a denerwuje się jak licealista przed pierwszą randką – zakpił sam z siebie. Wjechał w wąskie uliczki, przed jednym z bloków zauważył stojącą postać. Sprawdził adres. Zgadzał się. To musiała być ona. Przy jej nogach stała niewielka torba podróżna, torba z butami narciarskimi, narty oparła o ścianę budynku.
Podjechał, wyłączył silnik. Wyszedł z samochodu, uśmiechnął się.
- Cześć. Magda? Jestem Maciek – podał rękę
- Cześć – odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się podając mu rękę
Na pierwszy rzut oka wydała się trochę młodsza od niego. Musiała być też niższa, chociaż czapka z dużym pomponem sprawiała inne wrażenie. Spod szarej czapki, na ramiona, opadały czarne włosy. Dziewczyna ubrana była w wąskie, czarne, jeansowe spodnie, spod rozpiętej pod szyją kurtki, wystawał zielony golf. Maciek buty i torbę Magdy schował do bagażnika. Narty przypiął na dachu obok swojej deski. Otworzył dziewczynie drzwi, gestem zaprosił do środka. Wnętrze wypełniła ciepła, ale nieprzytłaczająca, woń wanilii. Z ulgą przyjął fakt, że nie chciała słuchać radia. Wolała muzykę odtwarzaną z płyty. Całe zdenerwowanie Maćka uleciało, zauważył, że Magda też trochę się rozluźniła. Bardzo odpowiadało mu, że mogą porozmawiać na niezobowiązujące tematy, nie znali się, nie wiedzieli o sobie nic. Zaniepokoiło go kiedy Magda wspomniała, że sama miała problemy z odżywianiem. Nie próbował jednak w tej chwili dopytywać o szczegóły. Z uwagą wysłuchał, jak opowiada o swojej pracy. Zastanowiło go czy wybór ścieżki kariery podyktowały jej własne doświadczenia. Czuł w niej pasję do tego, co robi. Mógł o sobie powiedzieć to samo. Gdyby nie codzienne obowiązki, w klinice spędzałby czas od rana do wieczora. Kątem oka spojrzał na swoją towarzyszkę. Długie, czarne i gęste włosy luźno związała na czubku głowy. Miała nieduży nos, ładnie wykrojone usta i zielone, duże oczy. Pomimo swojej drobnej postury nie sprawiała wrażenia delikatnej, raczej twardo stąpającej po ziemi, dążącej do celu. Zastanowił się przez chwilę czy to doświadczenia ją tak ukształtowały. Z tego, co mówiła umiała sobie poradzić sama, nie chciała się wspierać na niczyim ramieniu. Pomyślał, że chciałby ją lepiej poznać. Może będzie taka okazja? Zdumiał się własnymi myślami. Nie obiecywał sobie wiele po tym wyjeździe, ale teraz jego nastawienie zaczęło się zmieniać. Coś go przyciągało do tej dziewczyny. Jakaś siła i ciepło od niej bijące.
Chwilę jechali w milczeniu kiedy nagle usłyszał jak dziewczyna cicho nuci piosenkę, dołączył się i po chwili wnętrze jego samochodu wypełnił śpiew na dwa głosy. Spojrzeli krótko na siebie i roześmieli się.
- Zatrzymamy się na chwilę w sklepie? - przerwał śpiewanie Maciej – nie zrobiłem zakupów, a przyznam, że nie wiem czy tam, gdzie jedziemy będzie taka możliwość.
- Jasne. Chętnie. - Magda uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Skręcił na sklepowy parking. Weszli do dyskontu. Każde wybrało to, na co miało ochotę. Stojąc, w dość długiej kolejce do jednej z dwóch czynnych kas Maciek zauważył, że Magda zerka co ludzie mają w swoich koszykach. Szturchnął ją lekko łokciem żeby zwróciła na niego uwagę.
- Podglądasz co inni kupują? - szepnął nachylając się do niej z szerokim uśmiechem
Przyłapana na gorącym uczynku Magda lekko się zaczerwieniła
- Trochę – odezwała się również szeptem – tak zabijam nudę stojąc w kolejce do kas. Zastanawiam się co ktoś planuje ugotować, albo co ja bym ugotowała mając w koszyku jego zakupy. Ciebie nie bulwersuje jak widzisz góry słodyczy albo najtańsze pasty do zębów wśród zakupów innych?
- Szczerze? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wchodziłem do sklepu, szybko brałem to, co było potrzebne. Płaciłem i wychodziłem.
W końcu nadeszła ich kolej. Zapłacili, zapakowali zakupy do toreb i z ulgą wyszli z zatłoczonego wnętrza. Na zewnątrz było już ciemno, a mieli przed sobą jeszcze kawałek drogi. Biorąc pod uwagę miejscowość do jakiej zmierzali i porę roku mogło być ciężko. Kiedy wjechali na zaśnieżone, karkonoskie drogi Maciek ucieszył się ze swojego napędu na cztery koła. Miał w bagażniku dwie pary łańcuchów, na wszelki wypadek, nie podejrzewał jednak, że będą potrzebne. Wymarzona terenówka, choć miała już swoje lata, jeszcze nigdy go nie zawiodła i sprawdzała się w nawet cięższych warunkach. Po pół godzinie wjechali przez otwartą bramę wjazdową, zaparkowali pod rozświetloną chatką. Musiał przyznać, że miejsce było malownicze. Położone z dala od głównej drogi, jednak na tyle blisko, że bez problemu można było wyjechać na główne szlaki. Na podwórku leżał śnieg rozjechany przez zaparkowane wcześniej samochody. Z dwóch stron domek otaczała ściana lasu, od ulicy oddzielał go niewysoki płot. Nieopodal wejścia do domku było przygotowane miejsce na ognisko dookoła ustawiono drewniane ławki. Wysiadł z samochodu i szybko przeszedł na drugą stronę otworzyć drzwi Magdzie. O ile dla niego ten gest był naturalny, o tyle zauważył, że Magdę nieco krępuje. Uśmiechnął się. Ze środka domku dobiegała muzyka i śmiechy. Wyjął z bagażnika torby, zakupy i narciarskie buty. Odpiął swoją deskę i narty Magdy wstawiając je do przedsionka. Bagaże zgodnie ze wskazaniem przyjaciół zaniósł na piętro domku, zakupy spożywcze zostawił w kuchni.
Przydzielona mu sypialnia była malutka. Pod oknem wychodzącym na góry stało spore łóżko. Obok, na nocnej szafce stała nocna lampka. Na przeciwległej ścianie wisiał płaski telewizor. Do pokoiku przylegała łazienka z kabiną prysznicową, toaletą, pod lustrem, na wąskiej szafce, umieszczono umywalkę. Pomyślał, że nie potrzeba mu nic więcej. Obok lampki położył książkę, którą wziął z domu z zamiarem w końcu spokojnego poczytania. Postanowił zostać w jeansach, zmienił tylko zbyt ciepły sweter na niebieską, rozpinaną bluzę z kapturem. Włosy przeczesał ręką. Nie przywiązywał specjalnie wagi wyglądu. Stosował podstawowe, męskie zabiegi a i tak czuł na sobie wzrok kobiet – zarówno pacjentek, jak i tych mijanych przypadkiem w sklepie czy na ulicy. Kiedy zszedł na dół, przywitał się z Kamilą i Patrykiem. Przedstawił się pozostałym osobom. Rozejrzał się. Nigdzie nie zauważył Magdy. Pewnie jeszcze jest na górze – pomyślał. Do stojących na stole butelek, dostawił kupione przez siebie dwa wina, słone przekąski i zajął wolne krzesło. Kiedy zebrali się wszyscy rozmowa potoczyła się gładko. Wśród żartów, docinków i gry w kalambury czuł się zrelaksowany. Zapomniał o tym, co zostawił w mieście. Od czasu, do czasu zerkał znad kieliszka na Magdę. Patrząc na pogrążoną w rozmowie dziewczynę zdecydował, że postara się ją bliżej poznać. Nie wiedział co, ale kolejny raz poczuł, że coś go do niej przyciąga. Uśmiechnął się, kiedy złapała jego spojrzenie.
Nagle rysy twarzy Magdy diametralnie się zmieniły. Uśmiech zniknął, w oczach pojawiło się coś nowego. Co to było? Strach? Miał wrażenie, że cała się napięła i zastygła z grymasem bólu na twarzy. W jednej chwili dziewczyna złapała leżący na stole telefon, gwałtownie wstała i wybiegła na dwór. Przez niewielkie kuchenne okno zobaczył jak nerwowo przemierza podwórko, jakby chciała pozbyć się nagromadzonych emocji. Po chwili do Magdy dołączyła Kamila. Przytrzymał spojrzenie Bartka, a ten dał mu znać aby odeszli na chwilę pod pretekstem dołożenia przekąsek na półmiski.
- Ciężki temat – zaczął Bartek - pewnie były się odezwał. Dużo krwi jej napsuł i ciągle nie odpuszcza. – powiedział cicho
- Długo byli razem?
- Kilka lat. W końcu Magda odeszła, dobrze zrobiła. Tylko ten drań co jakiś czas przypomina o sobie i psuje jej humor. Więcej nie chciałbym mówić bo wiesz, nie czuję się upoważniony.
- Jasne, rozumiem.
Maciek podziękował skinieniem głowy za wyjaśnienie sytuacji. Rzeczywiście, po chwili obie dziewczyny wróciły. Usiadły na swoich miejscach. Magda starała zachowywać się jakby nic się stało, Maciek mógłby przysiąc, że pod tym pozornym uśmiechem kryje tuzin skołtunionych emocji. Wydawało się, że jest obecna przy stole, ale myślami odpływa gdzieś daleko. Po jakimś czasie Magda, pożegnała się i wolno poszła na górę. W głowie jej szumiało, a krok był lekko chwiejny. Odprowadził ją wzrokiem i pomyślał, że poranek może być dla niej ciężki.

matylda_glowacka : :
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz